199. Neurobiologia w służbie efektywności indywidualnej

Autor: Michał Zaborek, opublikowane: 30.11.2015

Josh Davis, profesor neurobiologii zajmuje się produktywnością, która koncentruje się na zrozumieniu połączeń i wpływów pomiędzy umysłem, ciałem i duchem, tak aby pracować mądrzej, nie więcej. Temat warty bliższej analizy, jako że w sytuacji nadmiaru zadań, może się zdarzyć tak, że za najlepszą strategię uznasz pracę, pracę, a potem dalszą pracę. Czyli zakasanie rękawów z intencją zrobienia jak najwięcej, bez przerwy i bez wielkiego zastanawiania się „co i jak i gdzie”. Stąd już tylko mały krok do funkcjonowania bezmyślnie, na autopilocie, zbliżając się do chomika, który biegnie w swoim kółku coraz wolniej, nie widząc tego, że zwalnia (nie wspominając o tym, gdzie w ogóle biegnie).

Teksty o podnoszeniu efektywności mówią zwykle o tym samym, staram się zatem nie poruszać tego tematu na blogu. Tym razem jest inaczej, jako, że Josh Davis zwraca uwagę na zagadnienia, które wykraczają poza powtarzane, w tak wielu miejscach, banały.

  • Podejmowanie decyzji obciąża mózg. Wysyłanie maili, nawet tych prostych, łączy się z wieloma decyzjami – dotyczącymi ich treści i formy. To nic, że są to małe i nieistotne decyzje – dla naszego mózgu nie ma to znaczenia. Dlatego właśnie, koncentracja na mailach, tuż przed ważnym spotkaniem, czy prezentacją, którą masz wygłosić, to kiepski pomysł. Przy mailach mózg pracuje na wysokich obrotach, znacznie lepszym pomysłem jest chwila relaksu, spacer lub co najmniej – praca nad czymś innym, niż maile.
  • Przerwa od pracy poświęcona na Facebooka, czy inne portale społecznościowe, to kiepski pomysł. Po pierwsze – przerzucamy się z jednej gonitwy informacji i działania, pozostawiając pracę, na inną, która zwykle wciąga na o wiele dłużej, niż planowałaś. Po drugie – skanowanie postów, przyswajanie i sortowanie informacji męczy mózg. Zatem – przerwa nie wspomaga efektywności, a prowadzi dla dalszego zmęczenia (dla mózgu Facebook i inne strony www to nadal praca). Zamiast surfowania po necie, warto oddać się… nie-robieniu-niczego. Czyli pozwolić sobie na kilka minut bezczynności, pomarzyć, pomyśleć o wakacjach, o czymś, co jest relaksujące i kompletnie niezwiązane z pracą. W ten sposób dajesz sobie chwilę wytchnienia i włączasz „jałowy bieg” w swoim mózgu, wspierający odpoczynek.
  • Emocje mają wpływ na efektywność różnego rodzaju działań. Kiedy jesteś smutna, masz lepszą atencję dla szczegółów. Dobry humor wspiera kreatywność. Niepokój sprzyja koncentracji. Złość napędza do działania. Warto to wykorzystywać – i dostosowywać zadania do emocji, lub… robić dokładnie na odwrót – czyli np. jeśli masz przed sobą kreatywne zadanie, warto wprawić się w dobry nastrój.
  • Wspomniany już spacer, ruch, czy ćwiczenia. O ile niewiele firm ma dostęp do miejsca w którym można poćwiczyć (o prysznicu nie mówiąc), to już możliwość zrobienia sobie 10 minutowego spaceru w środku dnia możliwa jest prawie wszędzie – i znacząco wpływa na poprawę nastroju.
  • Ważne jest to, co jesz. Jeśli masz sporo wymagających zadań pod koniec dnia, warto podzielić obiad na dwie części i zjeść pół posiłku o zwykłej porze i pół – później. Pozwoli to na lepsze rozłożenie poziomu cukru i unikanie wysokiego stężenia glukozy, po którym następuje równie szybki spadek. Jeśli podjadasz, to warto postawić na tłuste przekąski o niskim indeksie glikemicznym (np. orzechy, nasiona słonecznika i dyni). Jeśli masz tak dużo pracy, że w ogóle nie jesz w czasie dnia… to na pewno jesteś daleka od swojej pełnej produktywności i potencjalnie źle oddziałujesz na otoczenie.

Josh Davis mówi także o tak wyświechtanych i popularnych poradach, jak:

  • Podstawa podstaw – czyli planowanie. Dany dzień planujesz dzień wcześniej. Tydzień – poprzedniego tygodnia, ewentualnie w weekend, lub poniedziałek rano. Każdego dnia postaw na minimum jedną rzecz, która jest ważna dla Ciebie, aby była zrobiona. Ważna, nie pilna – klasyka, internet jest pełen porad na ten temat.
  • Znając swoje preferencje (ja np. najlepiej pracuję wcześnie rano), zaplanuj najbardziej efektywny dla siebie czas, na zrobienie rzeczy najważniejszej. Działaj zgodnie z preferencjami swojego ciała i rytmu dnia – i na krytyczne zadania poświęcaj dwie najbardziej efektywne godziny z dnia (stąd tytuł książki Davisa: Two Awesome Hours).
  • Zadbaj o porządek. Wolna przestrzeń na biurku wspiera koncentracji na zadaniu, nad którym właśnie pracujesz. Jeśli masz biurko „kreatywnie” zawalone papierami, to dużo trudniej się pracuje – nie tylko w wymiarze swobody ruchów, ale też każdy dokument, który jest w zasięgu wzroku i nie dotyczy tego, czemu właśnie poświęcasz czas, zmniejsza Twoją koncentrację.
Krótki filmik, w którym Josh Davis opowiada o tym, dlaczego warto marzyć, zamiast śledzić portale społecznościowe i o tym, jak może podnieść to koncentrację:

Co teraz? Może krótki spacer z porcją orzechów, z nastawieniem, aby o niczym konkretnie nie myśleć? ;-)

2 komentarze »

198. Mr. Robot, czyli szef z Hitachi

Autor: Michał Zaborek, opublikowane: 20.10.2015

Tym razem ciekawostka.

W ramach eksperymentu, ale też mając na uwagę niekończącą się drogę każdej firmy na Ziemi ku większej efektywności, japoński gigant Hitachi, w jednym ze swoich magazynów zamienił człowieka na robota. Nie ma w tym nic dziwnego, co najmniej z dwóch powodów:
a) zamiana człowieka na robota nikogo już nie dziwi, zwłaszcza w świecie produkcji / logistyki,
b) wyższa efektywność to słowo wytrych i droga ku niej ważniejsza jest niż sam cel ;-).

Jednak przypadek o którym wspominam wzbudził zainteresowanie mediów na świecie, jako że dotyczy zamiany… szefa, na algorytm programu komputerowego. Innymi słowy, pracownicy dostali nowego przełożonego, którym jest komputer lub, jak to wszyscy piszący o temacie podchwycili – robot. Uhu. Roboty zastępują ludzi, już nie tylko jako pakowaczy pudełek, operatorów buldożerów, ale i jako szefów.

Sztuczna inteligencja (AI) rozdziela pracę i wydaje polecenia pracownikom magazynu, korzystając z ogromnego zbioru danych, analizy tych danych (big data), biorąc pod uwagę czynniki zewnętrzne (takie jak np. pogoda i jej wpływ na wydajność) i wewnętrzne. Ważnym elementem algorytmów jest przydzielanie zadań zgodnie z filozofią kaizen, czyli ciągłych usprawnień, analizując prototypy wprowadzanych poprawek – na ile poszczególne nowe pomysły działają – w oparciu o twarde dane, analizę przeszłości i porównywania aktualnej sytuacji z podobnymi w przeszłości, w zestawieniu z różnymi strategiami przydzielania zadań. Takie podejście pozostawia szefa-człowieka z założenia daleko z tyłu, o ile nie zachodzą nietypowe okoliczności.

W praktyce, przełożeni we wspomnianym magazynie mają do dyspozycji dwie opcje kierowania pracą: dotychczasową opartą na decyzjach ludzi oraz wzbogaconą o dane z systemu komputerowego. Użycie algorytmu oznacza włączenie się sztucznej inteligencji w projektowanie procesów i work-flow pracy, zatem końcowy odbiorca (pracownik) nie ma pojęcia o tym, że aktualna kolejność poszczególnych działań jest wytyczona mu przez program komputerowy.

Slogan obrazujący wizję Hitachi to „inspire the next” – w tym przypadku brzmi mocno w punkt.

 

Hitachi 2

Efekt zastosowania AI w planowaniu codziennej pracy, to wg Hitachi ośmioprocentowy wzrost produktywności w magazynie poddanym eksperymentowi. 8% dotyczy czasu realizacji pracy przez ludzi, bez szybszego działania, czy większego natężenia aktywności pracowników. Ciekawe, czy AI-szef wypuścił wszystkich 8% wcześniej do domu ;).

p.s.
O ile sieć jest pełna artykułów na ten temat, to niewiele mówi o konkretach. Najlepiej sięgnąć do źródeł: oto artykuł na stronach Hitachi, a dodatkowo tutaj jest dobry tekst, traktujący temat nieco głębiej, niż sensacyjnie brzmiące „komputer zamiast szefa”.

Jeden komentarz »

197. Dwa ciekawe serwisy związane z HR

Autor: Michał Zaborek, opublikowane: 05.10.2015

Dzisiaj o dwóch ciekawych miejscach, które mogą być źródłem inspiracji dla ludzi zainteresowanych tematem HR. W kolejności alfabetycznej.

Na kawie – http://nakawie.pl
Strona prowadzona przez Joannę Rubin, na której znajdują się wywiady z interesującymi ludźmi. Wiele z rozmów krąży wokół biznesu, rozwoju, ludzi i innych tematów powiązanych bardziej lub mniej luźno z HR. Nowe teksty pojawiają się raz, dwa lub trzy razy w miesiącu, dla mnie to idealna częstotliwość; znawcy internetu radzą częstsze publikowanie, co z pewnością ma swoje racje, jeśli jednak czytasz kilkanaście (albo kilkadziesiąt)blogów, serwisów i miejsc w sieci, to gdy każdy z nich publikuje często, całość staje się (przynajmniej dla mnie) nie-do-ogarnięcia. Zatem takie publikowanie raz, dwa razy w miesiącu jest dla mnie idealne.

Z aktualnych tekstów dostępnych w Na kawie polecam wywiad z Rafałem Żakiem pt. „Mówienie ludziom, że mogą wszystko jest bzdurą” oraz rozmowa z moim kolegą i przyjacielem firmowym, Olkiem Drzewieckim o tym, że Strategia nie jest planem na kwartał, czy rok.

Osoby zasoby http://osobyzasoby.pl/
Serwis prowadzony przez Agatę Białkowską-Samul oraz Elizę Czyżewską (tu o autorkach). Dużo treści na portalu, wszystko kręci się wokół rozwoju i HR. Rozmowy, filmiki, inspiracje. Do tego blogi różnych ciekawych ludzi, twardsze informacje z badań, wiadomości o bieżących wydarzeniach w świecie HR. Dużo tego… przyznam że brakuje mi np. dat poszczególnych wpisów, aby połapać się lepiej w serwisie – a jest tam naprawdę ogrom treści.

IMHO warto zaglądać do obu miejsc.

2 komentarze »

196. Coś z niczego. Zero to one. Peter Thiel.

Autor: Michał Zaborek, opublikowane: 07.09.2015

Anna Karenina autorstwa Lwa Tołstoja zaczyna się słynnym zdaniem Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.

Tymczasem będzie to wpis o książce, której myśl przewodnia brzmi następująco: wszystkie szczęśliwe firmy są szczęśliwe na swój sposób: każda z nich osiągnęła w jakiś sposób status monopolisty, poprzez rozwiązanie unikalnego problemu; wszystkie firmy odnoszące porażki, są do siebie podobne: nie udało im się uciec od wyżynającej się wzajemnie konkurencji.

W 1998 Peter Thiel założył, wraz z przyjaciółmi, firmę Pay-Pal, która z czasem zawojowała świat płatności i przelewów internetowych. Grupa założycieli firmy zwana jest „mafią pay-pala” – z uwagi na dalsze ich losy i niezwykłe historie sukcesu w innych przedsięwzięciach – wystarczy spojrzeć choćby na Reida Hoffmana (m. in. LinkedIn), czy Elona Muska (m. in. Tesla). (Świetny tekst o grupie założycieli serwisu Pay-Pay znajdziesz tutaj).

Słynna „Pay-pal mafia”, wyglądała tak…
pay pal mafia

…i tu rodzi się od razu pytanie o to, czy widząc ten obrazek zainwestowałabyś w ten start-up? To oczywiście analogia do znanego „would you have invested?” odnośnie Microsoftu z roku 1978:

Would you have invested

Pozory, w tych obu przypadkach, mylą.

No ale do rzeczy. Peter Thiel napisał niedawno książkę pod tytułem Zero to one, która jest jedną z najciekawszych i najbardziej błyskotliwych tytułów, jakie czytałem w ostatnich paru latach. Jak nazwa wskazuje, książka dotyczy przemyśleń na temat tworzenia wartości w biznesie, głównie na kanwie własnych doświadczeń ze start-upów.

Na wstępie Thiel pisze o czterech  fundamentach tworzenia czegoś nowego na rynku, które wyłoniły się ze zgliszczy krachu dot-comów przełomu wieków:

  1. Rozwijaj się stopniowo, nie skokowo. Każdy, kto twierdzi że za chwilę dokona czegoś wielkiego, jest podejrzany. Jeśli uważasz, że zmienisz świat, to prawdopodobnie przyda Ci się więcej skromności. Rosjanie odkryli to już dość dawno – tisze jediesz, dalsze budiesz.
  2. Pozostań elastyczny i lean, nawet w czasach intensywnego wzrostu – czyli nie obrastaj tłuszczem.
  3. Stawaj się lepszy dzięki konkurencji – wykorzystuj rynek i podaż tam, gdzie coś już istnieje – o wiele łatwiej wejść na rynek gdy potrzeba jest już obecna.
  4. I najciekawszy, punkt: skoncentruj się na produkcie, nie sprzedaży. Jeśli Twój produkt potrzebuje kampanii marketingowych i silnych sił sprzedaży, to nie jest wystarczająco dobry.

Niezwykle inteligentne jest porównanie komunikatów, jakie wysyłają na rynek monopoliści i firmy na rynkach rozdrobnionych (czerwony ocean).

Monopoliści. Kłamią, aby ukryć swój monopol, zwykle poprzez nienaturalne uwypuklanie siły (nieistniejącej) konkurencji. Zobacz na to, co prezentuje np. Google czy firmy sektora energetycznego, też w naszym kraju – tu konkurencja niby jest, z naciskiem na „niby”.
Tymczasem na rynku konkurencyjnym… każdy stara się przekonać o swojej wyjątkowości – widać to choćby na rynku firm szkoleniowych. Wyróżniamy się… X, Y, Z a potem, gdy zajrzysz pod maskę, wszystkie silniki wydają się być takie same i realnie wyróżniających się firm jest niezwykle mało.

Oto kilka kolejnych interesujących przemyśleń Thiela.

  • Dzisiejsze najlepsze praktyki podejrzane u konkurencji zaprowadzą Cię do nikąd. Zanim skopiujesz i doprowadzisz cokolwiek do jako-takiej efektywności, będzie to nieświeże i niedostosowane do zmieniającego się świata.
  • Większość (zwłaszcza młodych) firm nastawiona jest na magiczne słowo: wzrost (growth). Tymczasem to co stanowi o długoterminowym sukcesie, to trwałość (durability). Poza tym, że wzrost jest bardziej sexy, to jest go o wiele łatwiej zmierzyć, niż trwałość.
  • Mimo iż każdy monopol jest inny, to trwałe przewagi oparte o znamiona monopolu mają czerty punkty wspólne:
    • technologia/produkt firmy chronione są w jakiś sposób prawnie (np. patent), a do tego są znacząco lepsze od technologii/produktu konkurencji;
    • efekt sieci – rozumiany poprzez wzrost wartości produktu, w miarę jak używa go więcej klientów (ile wart byłby Facebook, gdyby używało go np. 10 osób?);
    • ekonomia skali – tu wiadomo, im więcej swojego produktu wytwarzasz, tym jest on tańszy; (co jest trudne do osiągnięcia w sektorze usług);
    • ostatni element to branding – silna marka wspiera rozwój firmy i monopol, ale oczywiście: uwaga na tworzenie wydmuszki, opakowania, bez treści (to znów, droga do nikąd).

Jeśli wszystko to brzmi interesująco, to zachęcam do czytania, powyżej przedstawiłem fragmenty tylko z pierwszych 50 stron książki (całość ma 200). Zaletą Zero to one jest nietuzinkowy zestaw przemyśleń na temat prowadzenia biznesu. Mimo, iż tytuł i opisy w wyszukiwarkach wskazują na książkę dla start-upów, to jest to doskonała lektura dla każdego, nie tylko dla startupowców. Polecam.

0to1

 

Jeden komentarz »

195. Szef, a lider

Autor: Michał Zaborek, opublikowane: 29.07.2015

Oto najprostszy, a jednocześnie niezwykle wymowny test pozwalający odróżnić przysłowiowego „szefa” od przywódcy.

Test należy wykonywać w następujący sposób: patrzysz chwilę na obrazek, a potem na swojego szefa/szefową (może być oczami wyobraźni). I tak kilka razy, choć zapewne najczęściej wystarczy jedno spojrzenie.

 

szef a przywódca

obrazek znaleziony na Twitterze, źródło bliżej nieokreślone.

p.s.

Kolejny wpis we wrześniu, udanych wakacji, jeśli ktoś jeszcze przed.

Skomentuj! »

Strona 4 z 45« Pierwsza...23456...102030...Ostatnia »