78. Dobry przykład idzie z góry

Autor: Paweł Wydymus, opublikowane: 02.08.2010

Obaj z Michałem lubimy szeroko pojętą tematykę HR. Ja coraz mocniej interesuję się zarządzaniem ludźmi, motywowaniem pracowników i efektywnością organizacji. O sporej ilości przykładów i sugestii dotyczących kierowania zespołem pisałem w recenzji książki ?Jak być lepszym szefem?. Dzisiaj natomiast przeczytałem (Adrian ? dzięki za podesłanie) fantastyczny przykład z praktyki. Nie dość, że rodzimy, to jeszcze z firmy ?państwowej?!

Na początku czerwca Dziennik Zachodni doniósł o niecodziennym przypadku w polskiej praktyce zarządzania. Otóż szef Zarządu Transportu Zbiorowego w Rybniku, pan Kazimierz Berger, kilka razy w tygodniu zamienia swoje biurko na autobus i legitymację? kontrolera biletów. Co więcej, pan Kazimierz robi to także w czasie wolnym od pracy. Powód jest prozaiczny: statystyki dowodzą, że ?jego? autobusami jeździ zbyt wielu pasażerów na gapę, a próby uzupełnienia braków kadrowych wśród prawdziwych kontrolerów nie przynoszą sukcesu. Sam dyrektor mówi o tym dość skromnie: ?Postanowiłem (..) pomóc kontrolerom i kiedy tylko mogę, odkładam papiery na bok i ruszam w teren?. 

Osobiście, jestem pod sporym, pozytywnym wrażeniem pomysłu dyrektora rybnickiego Zarządu Transportu Zbiorowego. Pod kątem HR i motywacji, postawa pana Bergera podoba mi się najbardziej! Przecież nic tak nie pociągnie pracowników firmy do boju jak przykład dany przez szefa. Nie słowa wypowiadane przed zebranymi pracownikami, nie dziesiątki maili i wymyślne prezentacje, ale właśnie przykład! Ludzie z każdego poziomu organizacji powinni pozytywnie zareagować na to, że ich dyrektor „zniża się” do tak prostej pracy na pierwszej linii frontu. Być może wieloletni pracownicy miłujący „stary porządek” będą kręcić nosem ?że to nie wypada? etc., jednak potraktowałbym to jako wyjątek potwierdzający regułę.

foto autobusy Rybnik

foto: Radio 90

Pod kątem marketingowym – też bardzo dobrze. Nie widzę lepszego sposobu na zakomunikowanie pracownikom, jak ważna dla firmy jest walka z gapowiczami, niż regularna praca dyrektora w roli kontrolera-ochotnika. Równie dobry efekt na zewnątrz firmy – wszyscy w Rybniku będą wiedzieć, że miejskie autobusy wytoczyły ciężkie działa na front walki z nieuczciwymi pasażerami. Spadnie społeczne przyzwolenie na jazdę bez biletów, co pewnie dość szybko przełoży się na przychody. No i nie zapominajmy o ostatnim elemencie marketingowym ? badaniu rynku! Przyznacie chyba, że już nawet codzienne dojazdy do pracy autobusem pozwalają na zbadanie stanu świadczonych usług i opinii regularnych pasażerów. Dołożenie elementu kontroli biletów może zastąpić kosztowne (i chyba trudne do zrealizowania) badanie rynku ? dyrektor ZTZ przyznał, że jego pierwszy przejazd w roli kontrolera przyniósł wynik 12:40, czyli na 40 pasażerów autobusu aż 12 nie miało biletu.

Natomiast ze względu na efektywność organizacyjną, nie jestem do końca przekonany, czy sprawdzanie biletów przez dyrektora ZTZ jest najbardziej efektywnym rozwiązaniem. Na przykład kilka lat temu w mojej rodzinnej Częstochowie wprowadzono zasadę wsiadania do autobusów przednimi drzwiami. Przy wsiadaniu pasażer pokazuje kierowcy bilet miesięczny albo kasuje przy nim bilet jednorazowy. Bez tego wraca na przystanek! Proste, a efekty były bardzo sympatyczne dla kasy miejskiego przewoźnika.

Podsumowując, brawa dla dyrektora ZTZ z Rybnika ? za chęć pomocy firmie i odwagę w zejściu z dyrektorskiego piedestału!

7 komentarzy »

77. Smutny przypadek firmy Nokia, czyli dlaczego finansista nie powinien być prezesem

Autor: Paweł Wydymus, opublikowane: 28.07.2010

Od dobrych kilku miesięcy ze strony największego producenta telefonów komórkowych napływają hiobowe wieści. Ów producent to fińska Nokia, niegdyś jedna z najbardziej wychwalanych firm starego kontynentu. Obecnie jej światowy prymat ogranicza się do wolumenu produkcji ? pod względem zysków prześcignął ją nie tak dawny debiutant w tej kategorii – Apple.

Przypadek ten zainteresował mnie, ponieważ kiepskie wyniki Nokii idą w parze ze zmianą u steru firmy. Aktualny prezes, Olli-Pekka Kallasvuo, przejął firmę w stanie rozkwitu na początku roku 2007. I od tego czasu kurs akcji firmy spadł o ponad połowę, doprowadzając akcjonariuszy do wściekłości. Przyczyna jest prosta – Nokia nie potrafi sobie poradzić z konkurencją (iPhone, Blackberry, Google NexusOne) w najbardziej rentownym segmencie smartfonów, przez co osiąga coraz niższe marże na swych wyrobach.

Co zatem może być przyczyną tej ?nieudolności?, po latach przodownictwa? Na pewno nie badania i rozwój, bo tutaj Nokia wydaje kwoty znacznie większe od np. Apple. Również nie logistyka i produkcja, bo tutaj ? po wpadce w latach 90-tych ? Nokia jest nad wyraz sprawna. Przyjrzyjmy się prezesowi? Kallasvuo ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Helsińskim i dołączył do Nokii w wieku 27 lat jako prawnik. Sprawował różne stanowiska w pionie prawnym, po czym został wiceprezesem ds. finansowych i tutaj kontynuował swoją karierę, aż do obecnej pozycji. Co prawda spełniony jest jeden z warunków powodzenia w pracy prezesa, o którym pisałem jakiś czas temu tutaj, natomiast brakuje według mnie czegoś jeszcze istotniejszego niż znajomość firmy. Jak myślicie? Czy prawnik i finansista może być dobrym szefem firmy technologicznej?

Na rynku telefonów komórkowych, od momentu jego powstania, najważniejsze było przywództwo technologiczne, przejawiające się w umiejętności stworzenia łatwych w użyciu aparatów z przydatnymi funkcjami, oraz marketing, wykorzystujący nowinki techniczne sprzętu do wdarcia się w umysły potencjalnych konsumentów. Tymczasem Nokia od kilku lat nie zaprezentowała nic przełomowego – rzucającego konsumentów na kolana, podczas gdy cała trójka konkurentów – owszem. Efekt jest widoczny:

  • Nokia sprzedała w ostatnim kwartale 111 mln telefonów, podczas gdy Apple tylko 8,4 mln
  • Nokia wydała 6x więcej na badania i rozwój od Apple
  • Apple zarobiło na swoich telefonach 2x więcej od Nokii

Według mnie, pan Olli-Pekka Kallasvuo mógł nie być najlepszą osobą na stanowisko prezesa. Z prostego powodu ? niewłaściwe wykształcenie. Jak już pisałem nieco wyżej, jest on prawnikiem z wykształcenia, finansistą z praktyki. Tymczasem jego wielki poprzednik ? Jorma Ollila ? miał 3 tytuły: z nauk politycznych, z ekonomii i z inżynierii. Wsławił się przestawieniem firmy Nokia z konglomeratu produkującego najróżniejsze dobra, od opon do telewizorów, na produkcję i sprzedaż telefonów komórkowych. Z kolei założyciel firmy RIM (producent Blackberry) studiował? inżynierię elektryczną. A Steve Jobs ? szef Apple? Nie skończył żadnych studiów, natomiast od młodych lat praktykował ?grzebanie? w komputerach, ucząc się w połowie lat 70-tych w Atari, a parę lat później tworząc ze Steve?m Wozniakiem swój własny komputer. Rzućmy jeszcze okiem na Billa Gatesa. Ten już w wieku lat 15 (a był to rok 1970 !) napisał pierwszy program i analizował różne programy w firmie CCC pod kątem błędów w kodzie źródłowym.

Tak więc, dlaczego rada nadzorcza obsadziła finansistę i prawnika w roli prezesa firmy technologicznej? Myślę, że osoba tego typu lepiej sprawdziłaby się w firmie, która dąży do przewodnictwa kosztowego (wg Portera). Natomiast spółka ściśle technologiczna powinna mieć według mnie osobą zafascynowaną technologią!

3 komentarze »

76. Kto rano wstaje…

Autor: Michał Zaborek, opublikowane: 23.07.2010

Ciekawe badania prezentuje lipcowo-sierpniowy Harvard Business Review: ranne ptaszki mają przewagęnad sowami, jeśli chodzi o szanse na sukces w karierze zawodowej, z uwagi na to, że osoby wstające wcześniej są bardziej proaktywne od śpiochów. Tak wynika z rezultatów prac niemieckiego badacza Christophera Randlera. Pozostałe charakterystyki odróżniające grupę skowronków od sów (choć ja wolę określenie ?susły?) ? poniżej.

Inne badania tego samego profesora wskazują, że powodzenie w pracy jest w pewnym stopniu konsekwencją nawyków z dzieciństwa, gdzie dzieci wstające wcześniej otrzymują lepsze oceny, idą na lepsze studia, co prowadzi do większych szans na lepszą pracę.

Jakie są przewagi susłów? Są często bardziej kreatywni i bystrzy.  To sporo, zwłaszcza z tą kreatywnością. Jest też to chyba dość intuicyjne i analogiczne do charakterystyk kultury organizacyjnej, w której kreatywność kwitnie w zrelaksowanym otoczeniu i większej swobodzie, gdzie między innymi nie wszyscy muszą przychodzić na rano do pracy.

Wyniki badań są pewną średnią i nie zawsze jest to reguła. Niemniej jednak, jak rozejrzymy się dokoła, to nasz świat jest zorganizowany pod skowronki ? od wczesnych zajęć od podstawówki (ja miałem na 7.30?), po wiele firm zaczynających wcześnie i wymagających od swoich pracowników przychodzenia do pracy na czas.

Jedna z teorii wyjaśniających wyniki w/w badań jest niezwykle prosta: ci, którzy wstają wcześniej, mają więcej czasu na ogarnięcie się, przygotowanie na bieżące zadania i zdarzenia. I na uniknięcie kłopotów, zagrożeń oraz zaniedbań. Proste, ale do mnie przemawia. Jest jeszcze jedna zaleta wczesnego wstawania, którą dobrze znam z autopsji ? o 7 rano nie ma korków, a do godziny 9, 10 jest totalny spokój jeśli chodzi o zakłócenia w pracy.

Średnie tendencje do czasu pobudki zmieniają się w czasie życia ? zwykle w młodości wolimy siedzieć dłużej (i spać do późniejszych godzin), a po 50 więcej z nas przemienia się w skowronki. Naturalna tendencja jest też do zmiany ? jeśli chciałbyś się przestawić na wcześniejsze wstawanie, pomaga dostępność do światła dziennego (najlepiej wyjść na dwór), lub konsekwentnie przez tydzień ? dwa, wstawać o wczesnej, określonej porze. Czas pójścia spać nie ma wtedy znaczenia, bo i tak zachce nam się spać ze zmęczenia i po 2,3 dniach sami zawędrujemy do łóżka wcześniej. Szerzej o tej metodzie pisze Steve Pavlina w swoim poście „How to become an early riser„.

Prosty test na to jak szybko odgadnąć jaką mamy tendencję (sowy / skowronki – choć idę o zakład, że większość z nas to wie), to zaobserwowanie swoich godzin wstawania w weekend. Jeśli są podobne do tych z tygodnia (pobudka do szkoły / pracy), to jest nam bliżej do pierwszej grupy. Sowy lubią pospać średnio 2 godziny dłużej w weekend.

Czy zatem susły powinny czuć się zaniepokojone? Moim zdaniem nie ? przecież większość sztywnych i narzuconych (rannych) ram jest związane z realiami korporacji. Po pierwsze ? one się zmieniają (ramy i korporacje), a po drugie, u wielu osób obserwuję lekki odwrót w pewnym momencie życia od dużych firm. Jeśli dłuższe spanie oznacza większą kreatywność ? tym bardziej może w tym pomóc.

Niniejszy post zahacza niebezpiecznie o temat efektywności osobistej, zatem tu mój mały disclaimer: nie wierzę za bardzo w formuły na sukces, które zagwarantują nam to czy owo, jeśli będziemy robić tak jak ten czy ów. Trochę przeraża mnie ilość blogów i ekspertów od stylu życia i efektywności osobistej, dróg do szczęścia.
Bardziej wydaje mi się, że jest tyle dróg do sukcesu ile ludzi (choćby droga Metalliki). Nie mówiąc już o tym, że sam sukces jest dla każdego czym innym. Opisywane tu badania mówią o pewnej tendencji w ogóle, mogą być pewną wskazówką, ale nie wyrocznią.

Jeden komentarz »

75. Rewelacyjny artykuł nt. Doliny Krzemowej

Autor: Michał Zaborek, opublikowane: 18.07.2010

Rzecz sprzed kilku miesięcy, ale absolutnie rewelacyjna. Artykuł z Dużego Formatu pt. „Hippisi z Doliny Krzemowej„, na temat powstania i aktualnego wyglądu pracy w klastrze uznawanym za jedno z najbardziej kreatywnych, nowoczesnych i „trendy” (do robienia biznesu) miejsc na świecie.

Początek może wydawać się trochę ciężki, ale im dalej tym lepiej. Najlepsze fragmenty to rozmowy autora z ludźmi pracującymi w Sillicon Valley, pokazujące tak naprawdę specyficzną kulturę tego miejsca.

Fascynujące jest to, czego boi się np. Larry Page, szef Googla (a boi się tego, że jeśli zbuduje wokół siebie mur hierarchii i barier, to ktoś, kto wpadnie na genialny pomysł nie da rady przebić się przez asystentki i sekretarki aby mu o tym powiedzieć).  Zachęcam do przeczytania, w wielu przypadkach jest to mocno różna rzeczywistość od tego, co oferują polskie korporacje.

Artykuł jest fragmentem książki „Ameryka nie istnieje„, mnie właśnie zachęcił do jej zakupienia.

Jeden komentarz »

74. Koniec z pedagogiką?

Autor: Paweł Wydymus, opublikowane: 14.07.2010

Miniony weekend ? być może z racji porażających (mózg?) upałów ? obfitował w niecodzienne wydarzenia:

  • polski ?artysta? dał upust swej kreatywności poprzez  spalenie imitacji stodoły z Jedwabnego,
  • na warszawskim pl. Piłsudskiego 96-cioro śmiałków zasymulowało załogę feralnego TU-154 i  odśpiewało „w nim” hymn,
  • odbyła się kolejna pielgrzymka (do Częstochowy, a jakże!) słuchaczy pewnego radia, które ?jest darem nieba i solidarnej współpracy dobrych rodaków na nasze czasy?,
  • BP odetkało otwór, który z takim trudem udało się wcześniej nieco przytkać,
  • podczas finałowego meczu mundialu Holendrzy z Hiszpanami zdawali się walczyć o jak największą liczbę żółtych (i jednej czerwonej) kartek.

W nawale tych wydarzeń pojawiły się gdzieniegdzie wzmianki o wstępnych wynikach tegorocznej rekrutacji na studia. I ja się nimi oczywiście zainteresowałym znacznie bardziej niż ww. wieściami. W końcu od wykształcenia dzisiejszych maturzystów zależy to, jak za kilka lat będzie wyglądał nasz rynek pracy, prawda?

Tytuły prasowe krzyczały o rekordowej w tym roku liczbie 45 kandydatów na jedno miejsce na studiach. Wszystko to na kierunku ekonomiczno-menedżerskim Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie na 50 miejsc zgłosiło się 2250 chętnych. Trochę dziwi mnie uzasadnienie tej popularności autorstwa pani rzecznik UW – że jest to spowodowane możliwością uzyskania po studiach dwóch dyplomów: Wydziału Nauk Ekonomicznych i Wydziału Zarządzania. Jakoś nie wyobrażam sobie pracodawcy, który spojrzałby na takiego podwójnego absolwenta w szczególny sposób. Gdyby to było połączenie prawa i ekonomii, albo kierunku technicznego z zarządzaniem, to rzeczywiście wartość dodaną można by stwierdzić, a tak – marketing w czystej postaci?

Tymczasem Rzeczpospolita donosi, że na lubelskim UMCS zanotowano zmniejszenie zainteresowania prawem i pedagogiką (wreszcie!!!), a przyrost zainteresowania ekonomią. Tutaj rekordy bije kierunek ?Finanse i rachunkowość? z 1,5 tys. chętnych, następnie ekonomia (1,14 tys. kandydatów), a dopiero potem psychologia (1,1 tys.) i prawo (1 tys.) Jeszcze kilka lat temu przerażał mnie fakt, że na pedagogice studiowało jednocześnie (wszystkich roczników) kilkaset tysięcy młodych ludzi. Tylko nieco mniej było zgłębiało tajniki zarządzania i marketingu, który to kierunek był chyba w każdej uczelni państwowej i prywatnej.

Życie Warszawy raportuje oblężenie uczelni stołecznych. Na UW najwięcej chętnych było na prawo: 4 tysiące, co daje 10 osób na miejsce. Nieco mniej na zarządzanie ? 3,5 tysiąca. Na Politechnice z kolei ponad 30 osób na miejsce zanotowano na inżynierię biomedyczną, automatykę i robotykę. Szczęśliwie brzmi dość przyszłościowo.

Kwestią dyskusyjną jest natomiast ? czy warto studiować górnictwo. Chyba coś w tym jest, skoro na kierunek ?górnictwo i geologia? Politechniki Śląskiej podania złożyło 650 osób (niecałe 2 na miejsce).

Podsumowując, dobrze że zachodzą pewne zmiany, zarówno w ofercie samych uczelni, jak i w umysłach maturzystów, którzy chyba coraz mniej kierują się owczym pędem (bo jak inaczej wyjaśnić choćby oblężenie kierunków pedagogicznych kilka lat temu?) czy chwilową modą (marketing i zarządzanie?). Z pewnością nadal uczelnie produkować będą masę prawników, ekonomistów, psychologów, trochę mniej dziennikarzy i lingwistów. Nie ma jeszcze zbyt wielu danych o popularności kierunków technicznych w tegorocznym naborze, ale pozostaje mieć nadzieję, że też i tam znajdą się chętni?

Jeden komentarz »