69. Disney World – Innowacja w praktyce

Autor: Michał Zaborek, opublikowane: 01.06.2010

Oto druga część relacji z wizyty za kulisami parku Disneya na Florydzie (pierwsza tutaj).

Elementem filozofii Disneya jest dostarczanie premium experience dla klientów, z praktycznym wykorzystaniem innowacji. Te innowacje dotyczyły między innymi procesów dochodzenia do obecnego kształtu rzeczy, na przykład:

  • Kolor znaków (drogowych, informacyjnych) w parkach to zestawienie intensywnego fioletowego i czerwonego. Firma zdecydowała się na takie barwy po badaniach polegających na rozwieszaniu wstążek o różnych kolorach w często odwiedzanych miejscach i po zadawaniu pytań „czy widziałeś wstążkę / jakiego koloru wstążkę widziałeś”. Okazało się, że najlepiej widoczne i zapamiętywane były kolory czerwony i purpurowy.
  • Kosze na śmieci mają kształt prostokątów z uchylnymi klapami. Było to pierwsze na świecie rozwiązanie tego typu – ukrywające niejako wnętrze. Nie chciano, aby widok pięknych parków rozrywki psuły widoki pełnych śmietników.
  • Kosze na śmieci rozmieszczone są co 27 kroków. Odległość taka została ustalona po badaniu, polegającym na usunięciu jednego dnia wszystkich koszy z jednego z parków. Mierzono, po ilu krokach ludzie upuszczali śmieci na ziemie. Okazało się, ze po 27. A zatem – mamy kosze w takiej odległości.
  • Pod jednym z najbardziej znanych parków rozrywki – Magic Kingdom – znajduje się szeroki tunel, (w zasadzie jest to labirynt o łącznej długości 1,5 mili), który pozwala na:
    • Przechodzenie pracownikom z miejsca na miejsce niezauważonym – przed i po występach, które odbywają się w różnych miejscach.
    • Dostarczanie zapasów materiałów do sklepów / miejsc rozrywki poza wzrokiem odwiedzających.
    • Transport śmieci – poprzez ultranowoczesny odkurzacz centralny (dla całego parku!), w którym worki z koszy na śmieci mkną z prędkością 60 mil (to prawie 100 km) na godzinę. Dzięki temu oszczędza się na pracy związanej z przenoszeniem śmieci, odwiedzający park nie mają też „psutego” widoku bajkowego świata, w którym nagle ktoś przenosi worki ze śmieciami.
  • Disney zarządza też swoją garderobą. Znajdują się w niej 3.000.000 ubrań. Słownie: trzy miliony.
  • Szyby w sklepach są na poziomie kilkuletniego dziecka – tj. zaczynają się nisko nad poziomem chodnika. Pozwala to na zaglądanie do środka nawet małym dzieciom.
  • W ostatnim czasie innowacyjnie zmieniono system dostarczania zdjęć robionych przez fotografów Disneya dla odwiedzających park. Każdy kto miał zrobione zdjęcie, może zostawić swój adres e-mail (wizytówkę) – dostanie na niego indywidualny link do swoich zdjęć – które może obejrzeć i zdecydować które chce mieć wydrukowane.

Powyższe przykłady pokazują wybiórczo, jak wygląda innowacja w praktyce. Niby nic, rocket science to nie jest. Ale… można zadać pytanie co do tego ile razy firmy i organizacje, które np. stawiają kosze / znaki drogowe zastanawiają się nad tym co jest najbardziej widoczne i ile metrów jesteś w stanie nieść papierek po batonie w ręku, zanim rzucisz go na ziemię? Nie mówiąc o tym, ile razy np. działy HR zastanawiają się na ile zaprojektowane przez nie procesy są po drodze z logiką / rzeczywistością biznesową działów które mają na nich korzystać (najczęściej pierwszej linii frontu, czyli tzw. „biznesowi”)? Wolę chyba nie wiedzieć… ;)

Poniżej dwa zdjęcia – mapy tunelu pod Magic Kingdom oraz koszy na śmieci w Magic Kingdom.

Disney - mapa tunelu pod Magic Kingdom

2 komentarze »

68. Za kulisami Disney World

Autor: Michał Zaborek, opublikowane: 25.05.2010

Kilka dni temu miałem okazję zobaczyć jak funkcjonuje DisneyWorld na Florydzie, od środka. Firma, organizacja, świat baśniowy, jakim jest Disney World, zorganizowany jest w sposób wręcz niesamowity na dwóch poziomach:

1)      Tego co dostaje klient który tam przyjeżdża: superkompleksową rozrywkę, pierwszorzędną jakość, zjawiskową obsługę klienta (pomijając twarde rzeczy, jak całą masę atrakcji, sklepów, restauracji).

2)      Na poziomie zarządzania / prowadzenia / rozwoju tej firmy. Kilka szczegółów znajdziecie poniżej, a ich krótkie podsumowanie: Disney robi praktycznie wszystko we własnym zakresie, bez outsourcingu. I robi to w sposób efektywny, z niską fluktuacją kadr, ze realizacją wyjątkowej kultury o której już kilkakrotnie czytałem wcześniej.

  • Całość zajmuje powierzchnię 43 mil kwadratowych (111 km2) – dwukrotnie większą niż wyspa Manhattan, odpowiadającą obszarowi San Francisto (innymi słowy – jest to ogromny obszar). Po II wojnie światowej, gdy Walt Disney kupował teren, było to… bagno. Firma zajęła się zatem też osuszeniem terenu, w innowacyjny sposób – budując kilkadziesiąt kilometrów sztucznych kanałów wodnych, które… wyglądają jak całkowicie naturalne.
  • W Disneyworld znajdziemy 20 (drogich) hoteli Disneya, z 26.000 pokojami hotelowymi,  parkingi na 12.000 samochodów.
  • Parki rozrywki na Florydzie wchodzące  w skład World Disney Resort zatrudniają 60.000 pracowników. Część z nich pracuje bezpośrednio w parkach, przy obsłudze klientów, jednak duża część na zapleczu. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że Disney (w części parków rozrywki) jest firmą specjalizującą się w obsłudze klienta. To prawda, ale jest znacznie więcej, niż to. Znacznie więcej…
  • Firma zdecydowała się na nie-outsourcowanie usług i potrzebnych produktów. To ciekawa opcja w świecie „wyoutsourcujmy-wszystko-co-się-da”. Znakomita większość przeróżnych działalności koniecznych do prowadzenia parków rozrywki jest realizowana w ramach Disneya. Dotyczy to takich rzeczy jak m. in. przygotowania posiłków, kompleksowego zarządzania siecią hoteli, transportu, usług ogrodniczych. Po wizycie mam wrażenie, że w ramach parków, Disney robi niemalże wszystko.
  • Wyjaśnienie dla utrzymywanie tak szerokiej działalności jest banalnie proste: Disney nie jest w stanie zagwarantować sobie wysokiej jakości i odpowiednio akceptowalnych kosztów, gdyby korzystał z partnerów zewnętrznych. Dużą rolę w realizacji takiego scenariusza ma kultura firmy – która podkreśla że praca w Disney, to coś więcej niż zwykła praca (służenie idei, wspólne dobro, dostarczanie radości, dbałość o środowisko, wzajemna pomoc, zaangażowanie i docenianie zaangażowania, etc.).

Elementem wizyty za kurtyną było odwiedzenie największej komercyjnej pralni na świecie, która obsługuje 20 hoteli Disneya działających na terenie Disneylandu. W pralni prane jest np. ponad 20.000 ręczników dziennie, jej sprawne zorganizowanie było olbrzymim wyzwaniem. Ciekawostki:

  • W pralni rocznie 10% ludzi odchodzi z pracy. Biorąc pod uwagę, że jest to praca słabo płatna, ciężka, że pracują tu głównie mniejszości narodowe – jest to wynik niezwykle niski, też w porównaniu z „innymi takimi miejscami”. (vide kultura Disney). Pracownicy mogą uczęszczać na lekcje angielskiego, jest też program pomagający w zostaniu obywatelem USA.
  • Miesięcznie w pościeli znajdowanych jest 1000 pilotów zdalnego sterowania. Już nie dziwi mnie że nie ciągle gubię piloty w łóżku – inni mają podobnie ;-)
  • Wiele czynności jest innowacyjnie zautomatyzowana – np. po praniu, ręczniki są prasowane w ciągu kilku sekund, strumieniem gorącego powietrza w specjalnych maszynach, jednocześnie, pranie jest skanowane elektronicznie, w poszukiwaniu plam. Nie-wyprane materiały są automatycznie odrzucane.
  • Po zakończeniu prania, z wypranych ręczników i pościeli, 60% wody jest odsysana automatycznie. Woda ta jest potem używana do mycia autobusów i chodników / dróg w Disneyworld. Parki rozrywki są myte codziennie, na koniec dnia.

Kolejny element wizyty, to ogród botaniczny, w którym hodowane i przygotowywane są rośliny,  wykorzystywane potem w parkach.

  • Jedna z metod polega na hodowli roślin wokół specjalnych stelaży (patrz zdjęcia na dole) – daje to bardzo trwały efekt,  ale jest też czasochłonne – wyhodowanie jednej postaci trwa od 5 do 7 lat! Druga metoda, szybsza i mniej trwała – to układanie dojrzałych roślin wokół stelaży. Disney nie kupuje roślin na zewnątrz – bo są brzydkie i nietrwałe(!).
  • Nawozy z parku Animal Kingdom są wykorzystywane w ogrodzie botanicznym. W Disneyworld nic nie ginie. :-)
  • W każdej chwili w ogrodzie hodowanych jest 3.000 koszów z kwiatami, które w momencie osiągnięcia odpowiedniego rozmiaru i wyglądu – są przenoszone do parków. Pokazuje to ogrom skali działalności ogrodu. (zdjęcie na dole).

Poza opisywaną wizytą, kilkakrotnie miałem okazję obserwować jakość usług dostarczanych dla odwiedzających. Jakość ta jest na absolutnie najwyższym poziomie – profesjonalnie, intuicyjnie, szybko, kompleksowo, z pomysłem i uśmiechem. Wizyta za kulisami – po jej zakończeniu i próbie ogarnięcia „jak to działa” przyprawia o pozytywny zawrót głowy.

W ramach grupy Disney znajdziemy między innymi  firmę konsultingową – Disney Institute, która świadczy usługi dla firm. Nie wiem na ile faktycznie sprzedają wymierne rezultaty, a na ile to tuba marketingowa. Model jest faktycznie świetny – opowiadać jacy jesteśmy niezwykli. Można by się w sumie przyczepić. Tylko… ale… wygląda tylko na to… że są niezwykli – podziw bierze, patrząc na to jak zorganizowali tą firmę, jak działają i rozwijają się na świecie. Czapki z głów.

3 komentarze »

67. Efektywność prezesa

Autor: Paweł Wydymus, opublikowane: 16.05.2010

W majowym numerze polskiej edycji Harvard Business Review znajduje się ciekawy artykuł pt. „Najskuteczniejsi prezesi świata”. Autorzy zestawienia postanowili ocenić prezesów pod kątem wyników osiąganych przez nich w długim okresie (tj. całej ich kadencji). W przypadku osób aktualnie urzędujących punktem odcięcia był ostatni dzień września 2009. Jest to podejście nieco inne niż zwykle, gdzie porównuje się wyniki z ostatniego okresu. Nie o samych wynikach biznesowych chcę jednak napisać, ale o kwestii edukacji tych pań i panów, prowadzących największe światowe firmy. A konkretnie – o ich studiach MBA. Ciekawostką jest bowiem, że autorzy raportu oprócz wielu opisywanych cech dla każdej postaci pokusili się także o informację, czy ma ona również ten dyplom.

 I tak – wśród prezesów z pierwszej piątki tylko jeden ma dyplom MBA! W pierwszej dwudziestce – tylko sześcioro (obliczenia własne).

Natomiast autorów też zainteresował wpływ tego specjalistycznego wykształcenia. Na 1109 zbadanych osób z Niemiec, USA, Wielkiej Brytanii i Francji okazuje się, że 32% prezesów z dyplomem MBA uplasowało się przeciętnie o 40 miejsc wyżej niż osoby bez tego dyplomu. Ciekawe jest jednak podsumowanie, które pozwolę sobie zacytować: „(…) wbrew twierdzeniom niektórych krytyków – menedżerowie z dyplomami MBA nie zasługują na tak negatywne oceny i nie przyczyniają się do utraty wartości firmy”.

Ważniejszym niż MBA czynnikiem w powodzeniu prezesa okazał się fakt, że byli z awansu wewnętrznego. Na 1999 osób te awansowane z wewnątrz organizacji znalazły się przeciętnie o 57 miejsc wyżej niż ci nominowani z zewnątrz. Czyżby więc strategią lepszą niż studia MBA było sukcesywne pięcie się po stopniach kariery w jednej firmie? Tak jak np. prezes Samsunga, który przed otrzymaniem najwyższego stopnia spędził na różnych stanowiskach firmy 30 lat.

Raport jest ciekawy, natomiast jeśli ktoś chciałby pójść dalej i dowiedzieć się, co decyduje o tym, że prezesi (i ich firmy) są dobrzy w naprawdę długim terminie, polecam książkę „Good to great”. Zespół badawczy w ciągu pięciu lat przeanalizował prawie 1500 firm działających w okresie lat 1965 – 1995, a na podstawie ich wyników giełdowych wyłonił 11 najlepszych. Następnie poszukał części wspólnych wśród firm-zwycięzców. I o tym jest książka!

Co ciekawe jednak na potrzeby moich dzisiejszych dywagacji – jedną z kluczowych cech wspólnych najlepszych przedsiębiorstw była osoba prezesa obdarzonego specyficznymi umiejętnościami. Autorzy nazwali ten typ „Wykonawcą piątego poziomu” (ang. Level 5 Executive) o następującej definicji: jest to budowniczy trwałej wielkości firmy poprzez paradoksalną mieszaninę osobistej pokory z zawodową wolą. Pokora dotyczy faktu, że celem ich ambicji jest przede wszystkim firma, a nie własna osoba. Dzięki temu – w przeciwieństwie do wielu medialnych gwiazd – którzy za swego panowania są świetni, ale po ich odejściu firma zaczyna kuleć – mają umiejętność znalezienia godnego następcy i przekazania sterów firmy. Wola z kolei oznacza umiejętność ciężkiej pracy (we właściwym kierunku), która jest istotna dla wypracowania długoterminowych rezultatów.

Autorzy „Good to great” sprawdzili też wspomniany przeze mnie wcześniej element – awans wewnętrzny. Na 11 najlepszych firm aż w 10 przypadkach prezesi pochodzili z wewnątrz firmy! Coś w tym musi więc być…

2 komentarze »

66. Czy biuro ma znaczenie?

Autor: Michał Zaborek, opublikowane: 20.04.2010

Dzisiaj trochę z innej bajki i trochę złośliwie. Ale złośliwie na koniec.

W ramach wychodzenia z pudełka, czyli poszerzania horyzontów, wybrałem się na seminarium Funkcjonalne Biuro 2010. Były na nim zaprezentowane między innymi przykłady nowoczesnych biur korporacyjnych oraz wskazane najnowsze trendy w projektowaniu i realizacji miejsc do pracy XXI wieku.

Oto kilka „co ciekawszych” trendów:

  • Coraz więcej jest w biurach, również tych korporacyjnych, tzw. „hotdesków”. Są to biurka / miejsca pracy dzielone przez kilka osób, które na zmianę i w zależności od potrzeb korzystają z tego samego miejsca. Ma to głównie związek z upowszechnianiem się telepracy, czyli tego, że część swoich obowiązków możemy wykonywać poza biurem – najczęściej w domu (ale równie dobrze w kafejce, w parku na ławce, etc.). Według prelegentów trend ten dotyczy nie tylko firm, które mają „naturalne” tendencje do takiego funkcjonowania – jak np. firmy konsultingowe, ale też firm prawniczych, czy korporacji – np. branży FMCG.
  • To bardzo ciekawe: coraz częściej zarządy i prezesi umieszczają swoje biurka poza zamkniętym gabinetem, na ostatnim piętrze (z widokiem na chmury). Kolejne firmy decydują, że prezes / dyrektor będzie miał gabinet w postaci przeszklonego pomieszczenia. Niektóre idą dalej – stwierdzają, że miejsce prezesa / członków zarządu jest „między ludźmi” (np. na open space). Znam takie konkretne przykłady z firm w Polsce, więc tak faktycznie (gdzieniegdzie) się dzieje.
  • W wielu firmach biura zaczynają upodabniać się do klubu. Ma być ciekawie, atrakcyjnie, stylowo. Niemalże kultowym wzorem jest tu Google i m. in. biura tej firmy w Zurychu. Ale za Google idzie coraz więcej innych, niezwykle ciekawe wnętrza ma np. Unilever w Polsce. Zdjęcia biura Google’a ze Szwajcarii – na dole wpisu.
  • Dzisiejsze projektowanie biur wygląda znacznie inaczej niż 5 – 10 lat temu. Duży wpływ na aktualne wymagania i projekty ma nurt designe’u – wszystkie przedmioty poza spełnieniem swojej funkcji powinny być też atrakcyjne wizualnie, ładne. Nie bez znaczenia jest tu też rozwój technologii i idąca za nią globalizacja. Rozwój technologii pozwala na więcej, niesie ze sobą też pewne określone wymagania. Globalizacja – często oznacza standaryzację.
  • Popularne stają się mniejsze sale konferencyjne – służące za pokoje spotkań, prac grupowych. Widoczny też jest trend powstawania tzw. „budek telefonicznych” – które dają przestrzeń do spokojnego i efektywnego przeprowadzania rozmów telefonicznych. Albo co nie mniej istotne – spokojnej, cichej pracy. Albo głośnej – jak kto woli. Vide kabiny na zdjęciu poniżej.

Czy przestrzeń wokół nas ma znaczenie? Biorąc pod uwagę, że kwestie związane z przestrzenią biurową, jej uatrakcyjnieniem są często na jednym z ostatnich miejsc o jakich myślą zarządzający firmami, wydaje się że nie. (Napiszcie, że jest inaczej ;)).  Niemniej jednak – praktyka pokazuje, że jest dokładnie odwrotnie. Intuicja chyba też – czy możliwe jest, że ludzie będą energetyczni i inspirujący, w smutnych, szarych miejscach? Albo nawet kolorowych miejscach – ale jak z matrixa, takich samych (niejeden open-space).

Kilka tygodni temu odwiedziłem The Accenture Management Consulting Innovation Center w Singapurze. Rozmawiając z zarządzającym tym miejscem, zapytałem, co było dla niego największą niespodzianką w praktycznej działalności biznesowej tego miejsca (centrum uruchomiono kilka miesięcy temu). Powiedział, że największym zaskoczeniem dla pracujących tam ludzi i dla klientów, jest wpływ, jaki ma przestrzeń, na ludzi przebywających w pomieszczeniach centrum. Przestrzeń ultranowoczesna i zaprojektowana z myślą o pracy grupowej i kreatywnej. Klienci, którzy są zapraszani do pracy w tym miejscu sceptycznie podchodzą do jego fizycznych zalet… do momentu spróbowania. Okazuje, się, że w praktyce, miejsce ma niezwykłe znaczenia dla poziomu energii, samopoczucia, płynności i wygody pracy. Wnętrze i sposób zaprojektowania biura może pomagać, albo przeszkadzać w pracy. Albo nużyć.

Do podobnych wniosków, o niezwykle istotnej roli przestrzeni wokół nas, doszli konsultanci IDEO – opisując swoje doświadczenia w książce „10 faces of innovation”, którą właśnie kończę. Czy HR jako taki ma coś do tego? Z pewnością, bo jeśli zastanowić się nad tym, kto w zakresie swoich obowiązków ma kwestie związane z wyglądem biura… zwykle jest to dział zakupów? infrastruktury? inny-podobny? A jeśli popatrzymy na wpływ otoczenia – na pracowników – dlaczego zmian nie miałby dokonywać, czy choćby inicjować HR? (Jak to zrobić, to zupełnie inna kwestia, na pewno bez zaangażowania samych pracowników lepiej nie zaczynać, bo szkoda środków).

Tak, tak, obiecałem, że będzie złośliwie. Pisząc powyższe przypomniał mi się jeszcze jeden fragment wspomnianej książki. Fragment ten opisuje wspaniały przykład zwycięstwa kultury organizacyjnej nad strategią. Firma X zadecydowała, że potrzeba większej otwartości. W komunikacji i ogólnie, w życiu firmy. Pewno „wyszło tak” w badaniach, za które firma zapłaciła ciężkie pieniądze. A zatem… przy przeprowadzaniu się do nowego biura – zadecydowano, że ściany pomiędzy poszczególnymi pokojami i miejscami usadzenia, będą szklane. Faktycznie, widok po wprowadzeniu był imponujący, i kojarzący się z otwartością.

Widok ten kontrastował też mocno z tym, co konsultanci odwiedzający firmę zobaczyli za kilka miesięcy: szklane i przezroczyste ściany dokładnie powyklejane plakatami, wykresami, obrazkami, etc. Pokoje ponownie pięknie oddzielone. Na pewno na niejednej ścianie wisiały plakaty i wydruki na których znajdowała się definicja wartości firmy o nazwie „otwartość” ;)

A jak jest w Waszych biurach?

Skomentuj! »

65. Najlepsze miejsca pracy – żeby nam się chciało

Autor: Paweł Wydymus, opublikowane: 05.04.2010

W minionym tygodniu w gazetach pojawiły się wyniki konkursu na najlepsze miejsca pracy w Polsce w roku 2010. Ranking sam w sobie nie jest dla mnie aż tak interesujący (choć gdyby ktoś chciał zerknąć, można go znaleźć tutaj), co niektóre informacje zebrane w trakcie badań.

Przede wszystkim ciekawy wydaje mi się fakt, że 44% respondentów zgodziło się z następującym stwierdzeniem: „biorąc wszystko pod uwagę, uważam że moja firma jest wspaniałym miejscem pracy”. Uogólniając to na resztę Polski, to tak jakby połowa pracujących rodaków uważała, że ich firma jest wspaniała. Bardzo budujące!

Dla najlepszych 10 firm – zwycięzców rankingu – było to 66% wskazań. Czyli 2 na 3 osoby pracujące w firmie uważają ją za wspaniałą. A co z resztą? Szkoda, że nie wiadomo, czy pozosła jedna osoba uważa swoją organizację za „prawie wspaniałą”, czy za kiepską.

Z badania1) dowiadujemy się także, co pracownicy sądzą na temat kierownictwa. Oto kilka wybranych zagadnień:

– 42% ogółu badanych uważa, że „kierownictwo ma klarowną wizję celów organizacji i wie, jak je realizować”. Czyli pozostali (58%) nie są przekonani co do sensowności pracy swojego kierownictwa!

– 52% sądzi, że „kierownictwo prowadzi firmę w sposób uczciwy i etyczny”. A więc druga połowa – nie zgadzając się z powyższym – uważa, że ich firma jest prowadzona w sposób nieuczciwy i/lub nieetyczny. Przerażające!

– 41% wskazuje, że „kierownictwo informuje na bieżąco o ważnych sprawach i zmianach”. Można więc uznać, że 59% czuje się niedoinformowana o istotnych sprawach z życia firmy.

– a tylko 32% uważa, że „pracownicy otrzymują godziwe wynagrodzenia za swoją pracę”. Czyli aż 68% sądzi, że zarabia za mało!

Pojawia się więc pytanie, co ludzie uznają za dobre miejsce, gdzie pracują z przyjemnością i motywacją. Tematem zajmowano się mocno w połowie XX wieku. W 1959 amerykański psycholog Frederick Herzberg opublikował książkę, w której opisał swoją dwuczynnikową teorię motywacji. Podzielił czynniki związane z pracą na dwie grupy: czynniki higieny i motywatory.

Czynniki higieny to warunki pracy, wynagrodzenie, stosunki interpersonalne, bezpieczeństwo pracy, przełożeni i polityka firmy. Problemem dla pracownika jest brak tych czynników, natomiast ich obecność nie jest powodem do zadowolenia. To tak jak dzisiaj rano – zjedzenie śniadania nie przyniosło specjalnego zadowolenia, natomiast jego brak byłby istotnym powodem do niezadowolenia.

Motywatory z kolei to osiągnięcia, uznanie, praca sama w sobie, odpowiedzialność, możliwość awansu i rozwoju. Zapewniają pracownikom zadowolenie z pracy, przez co również motywują do jej dobrego wykonywania. Problem w tym, że obecność motywatorów nie przyniesie efektu, o ile nie są spełnione czynniki higieny.

Wróćmy jednak do tematu rankingu najlepszych miejsc do pracy. To bardzo dobrze, że istnieje ranking promujący dobre firmy. Na marginesie – mam nadzieję, że pracownicy firm-zwycięzców (może są tacy wśród czytelników?) podzielają opinię autorów rankingu. Bardziej niepokoi mnie jednak liczba firm, które – wnioskując z odpowiedzi udzielanych autorom badania i rankingu – nie zapewniają swoim pracownikom czynników higieny. Biorąc pod uwagę brak przekonania do sensowności pracy kierownictwa (58%), uczciwości działania firmy (48%), braku informacji o ważnych sprawach w firmie (59%) czy też braku odpowiedniego wynagrodzenia (68%) można wyciągnąć wniosek, że przytłaczająca większość polskich firm nie pozwala pracownikom nawet myśleć o pełnym rozwinięciu skrzydeł. Z drugiej strony aż miło pomyśleć, jaki niewykorzystany potencjał tkwi jeszcze w polskiej gospodarce!

1) niektóre informacje z badania dostępne są tutaj.

Jeden komentarz »

Strona 30 z 44« Pierwsza...1020...2829303132...40...Ostatnia »