39. Brand Obama

Autor: Michał Zaborek

Jako że w związku z przyznaniem Nobla Obamie, dzisiaj wszyscy piszą o jednym, to czemu by i nie. ;)

Kilkanaście miesięcy temu magazyn F@st Company napisał artykuł pod tytułem „The Brand Called Obama”. Artykuł jest tutaj i jest cholernie ciekawy.

Główne przesłanie tekstu: polityka to w dużej mierze (w baaaardzo dużej? ;)) marketing, a Obama, wpisał się doskonale w nowe trendy marketingowe. Ma trzy cechy, które mają zastosowanie zarówno jeśli chodzi o produkt, jak i o politykę: nowe, inne, atrakcyjne. Najwięcej wyborców Obama miał wśród ludzi młodych, którzy nie reagują pytającym wyrazem twarzy na słowa takie jak Twitter, Facebook, Flickr. W doskonały sposób wpisał się w trendy budowania sieci społecznych przy pomocy Web 2.0, używając ich narzędzi zarówno podczas kampanii jak i już jako prezydent – do zyskania poparcia dla swoich inicjatyw, co widać m. in. na stronie http://www.barackobama.com/

Idąc dalej tropami tematu Obamy: około miesiąc przed ostatnimi wyborami na prezydenta USA miałem okazję wysłuchać wystąpienia jednej z kluczowych osób w kampanii Obamy – Betsy Myers. (Betsy Myers to była COO kampanii Obama for America oraz doradcą Baracka Obamy. Pracuje przy kampaniach prezydenckich od ponad 20 lat.)
Betsy mówiła o przywództwie i zmianie – w dużej mierze na bazie swoich doświadczeń w przygotowaniu i prowadzeniu kampanii wyborczych.

Kilka ciekawostek na temat kampanii wyborczych, z tego wystąpienia:

  • kampanie prezydenckie w USA wydłużają się – w czasach Billa Clintona kampania trwała rok, teraz jest to 2 lata,
  • lawinowo rosną wydatki na kampanię,
  • rzecz o której pisze F@st Company – kluczowe staje się użycie nowych technologii – np. kampania Clintona nie tak dawno temu nie miała swojej strony WWW (nie mogę sobie tego wyobrazić…),
  • w wyborach na kandydata demokratów, Barack pokonał Hilary, ponieważ, jak powiedziała Betsy Myers, „pani Clinton prowadziła kampanię roku 1996 w roku 2008”. Barack – co było przełomowe – użył na duża skalę Web 2.0 i „social networking” oraz zbierał fundusze na kampanię od zwykłych ludzi – przy pomocy strony WWW. Udało mu się zgromadzić dzięki temu bardzo duże środki finansowe, co w końcu bywa ważne.

Ciekawe jak na tym tle wypadnie nasz kraj, niekoniecznie teraz, ale przy np. następnych wyborach prezydenckich. Na ile kandydaci będą używać internetu do organizowania spotkań, do zbierania funduszy? Biorąc pod uwagę, że niektórzy politycy nie mają konta bankowego, chyba powszechnego pędu ku nowym technologiom nie będziemy obserwować, z drugiej strony może to oznaczać, że użycie tych środków może zbudować dodatkową przewagę.

Nobel dla Obamy może być z jednej strony antycypacją nakierowaną na nadanie „bardziej pokojowego” kierunku jego prezydenturze (bo np. trudniej będzie teraz USA zaatakować Iran). Z drugiej strony dla mnie jest trochę rozpaczliwym potwierdzeniem braku autentycznego przywództwa, autorytetów. To widać zarówno w polityce, jak i – jeśli dobrze się rozejrzeć, w większości firm, w których pracujemy.