161. Kolekcjonowanie wrażeń

Autor: Marek Hyla

Jednym z wniosków z procesu coachingowego, w którym biorę udział jest uświadomienie sobie jak ważnym dla mnie, dla mojego rozwoju osobistego, dla moje kariery i dla mnie jako człowieka jest budowanie kontekstu informacyjnego. Podczas rozmowy z moją coach powstał nawet termin, który zdefiniował mnie w tym świetle. Zostałem „kolekcjonerem wrażeń”…

Kontekst informacyjny mogę (i buduję) głównie poprzez 2 działania:

  1. konsumowanie mediów (czytanie, oglądanie filmów) oraz
  2. podróżowanie.

Oba były i są w moim życiu bardzo ważne i poświęcałem im dużo czasu.

Nigdy nie skupiałem swoich czytelniczych pasji na literaturze naukowej. Już bardziej popularno-naukowa stawała się łupem moich czytelniczych pasji (Rumaki Lizypa, Gdy słońce było bogiem, Fizyka rzeczy niemożliwych – te wyskoczyły mi wlaśnie z szufladki w głowie…). Najwięcej jednak (tak przynajmniej retrospektywnie patrząc myślę) korzyści miałem z czytania zwykłej beletrystyki. To w niej właśnie łapałem kontekst. Pamiętam całą serię książek o Tomku Wilmowskim, skąd dowiadywałem się jak żyli Indianie, czy Aborygeni. Pamiętam moje wyobrażenia na temat życia na południu USA, jakie wyrobiłem sobie po lekturze Tomka Sawyera, albo wyobrażenia, jakie w sobie zbudowałem o Afryce po przeczytaniu „W pustyni i w puszczy”. Zdumienie mojej żony wywołuje fakt, że lubię czytać… „Chłopów”. Przeczytałem tę powieść już ładne kilka razy i za każdym z nich pozostaje w mojej głowie niezwykle plastyczny obraz wsi sprzed ponad 100 laty.

Równie ważne w aspekcie budowania kontekstu jest zaangażowane oglądanie filmów. Ponownie – nie chodzi tylko i wyłącznie o filmy popularno-naukowe, ale filmy w ogóle. Gdy dwa lata temu wybierałem się na wizytę studyjną do Salamanki zupełnym przypadkiem oglądnąłem tydzień wcześniej film sensacyjny „Vantage Point” („8 części prawdy”), którego akcja toczyła się właśnie na rynku (jedna z najpiękniejszych na świecie Plaza Mayor) oraz okolicznych uliczkach Salamanki. Gdy dotarłem na miejsce czułem, że topografia centrum tego miasta jest mi bliska. Oglądając filmy możemy kolekcjonować wiele wrażeń, które pozwalają nam lepiej rozumieć i/lub znać wiele aspektów naszego codziennego życia. Warunkiem jest właśnie zaangażowane oglądanie filmów…

Zaangażowane oglądanie filmów to sięganie do dodatkowych źródeł związanych z przedstawianą treścią. Idea sięgania do alternatywnych przestrzeni informacyjnych ma już swoją nazwę (second screen) i, w kontekście filmów, mniej więcej polega na tym, aby podczas ich oglądania sięgać do sieci i „dopytywać” o interesujące nas zagadnienia. Gdzie leży Salamanka? Jaka jest jej topografia (Google Maps albo Google Earth View)? Ilu ma mieszkańców? Jaka jest jej historia? Jaka rzeka przez nią płynie? Pytań takich można zadać wiele, a odpowiedź na każde z nich poszerza naszą wiedzę i buduje doskonalszy kontekst.

Również podróże budują kontekst… Ten kontekst jest jednak znacznie silniejszy, bo budowany nie na wyobrażeniu, lecz na doświadczeniu.

  • … jak smakują bliny?
  • … jak pachnie Afryka?
  • … jak drobny jest piasek na Saharze?
  • … jak mało jest Polski we Lwowie?
  • … jak zatłoczone są ulice japońskich miast?
  • … jak spokojni i zdystansowani są Skandynawowie?
  • … jak wielka jest sekwoja?
  • … jak trudno biega się na wysokości 2.500 metrów n.p.m.?
  • … jak ogromny jest Wielki Kanion?
  • … jak gorąca i rozległa jest Dolina Śmierci?
  • … jak monumentalne są katedry?
  • … jak bezpośredni i natarczywi są Arabowie?

Można czytać i oglądać – nie zrozumie się jednak kontekstu będącego odpowiedzią na powyższe pytania bez osobistego doświadczenia.

Również podróżując staram się robić to w sposób zaangażowany. Przygotowuję się, czytam przewodniki, odwiedzam Wikipedię, czy chociażby czytam tabliczki informacyjne. W ten sposób każde nowego doświadczenie buduje kolejne wyobrażenia poszerzając bardzo mocno kontekst, który chcę zbudować (Wyjazd do Barcelony -> Sagrada Familia -> Gaudi -> Casa Mila -> Architektura -> Innowacja -> …)

Tak jak i dzieciństwie wciąż lubię również podróżować w wyobraźni. Dawniej wędrowałem „palcem po mapie” –  dziś wędruję po Google Maps. Wędrując planuję podróże. Są wśród nich zarówno te, na które się wybieram, jak i te, których nie mam w planach na najbliższą przyszłość. To bardziej sfera marzeń – te jednak też mogą być rozwijające…

Myślę sobie, że każde wyobrażenie (budowane w oparciu o książkę, film, artykuł prasowy, mapę, etc.) i każde doświadczenie jest jednym z puzzli na ogromnym stole, na którym mój umysł próbuje ułożyć wielką układankę. Z uwagi na jej skalę bardzo wiele klocków leży samotnie – albo jeszcze nie udało wyjąć się pudełka (nazwę je górnoletnie „życiem”) klocka, który by do niego pasował, albo wśród już leżących na stole jeszcze nie znalazłem doń pasującego. Prawdziwą przyjemność sprawia mi jednak to, że coraz więcej puzzli łączy się w pary i grupy; że zaczynam dostrzegać między nimi relacje; że wyobrażenia przekuwają się w ciekawe doświadczenia, a te z kolei sprawiają, że słyszę kolejne „klik” puzzla wskakującego na swoje miejsce.

A to „klik” nie jest tylko i wyłącznie nową informacją zakodowaną w umyśle. To drobny przyczynek do konkretnej kompetencji: do umiejętności pracy w środowisku wielokulturowym, do innowacyjności, do umiejętności komunikowania się, do rozumienia złożonych struktur informacyjnych, do rozumienia świata, do wyzbycia się kseonofobii, itd.

Świadomość tego jest dla mnie bardzo dużym motywatorem by wrażenia kolekcjonować z jeszcze większą determinacją. Może sposób, w jaki uczę się poprzez kontekst jest takie bardzo moje? Chyba raczej tak nie jest – myślę, że wiele osób buduje swoje kompetencje właśnie w ten sposób. Czy i Ty tak masz? I czy widzisz jak kolekcjonowanie wrażeń wpływa na Twój rozwój?