134. Wiek dekoncentracji

Autor: Michał Zaborek

Obejrzyj dowolny film sprzed 50, czy nawet 20 lat. Na przykład znany western, Dobry, zły i brzydki, z roku 1966. Akcja dzieje się jakby wolniej. Ujęcia są dłuższe. Jest spora szansa, na to, że film sprzed kilku dziesięcioleci nie przypomina teledysku. Dzisiaj jest jakby szybciej – zarówno sceny, jak i akcja jest bardziej wartka. Podobnie jest z telewizją – włącz TV… często jest sieczka – więc najlepiej go wyłącz.

Nie jest łatwo utrzymać uwagę przez dłuższy czas. Nie tylko na filmach, ale też w wielu innych aspektach codziennego funkcjonowania. Pracodawcom jest coraz trudniej wysłać na 2-dniowe szkolenie swoich ludzi. Trendy wskazują, że coraz częściej poszukuje się rozwiązań, które opisać można słowami: szybciej, krócej, (taniej). Popularny staje się nano-learning, dotyczacy już nie tylko form e-learningowych, ale też nawet szkoleń w klasie. Spotkajmy się na jeden dzień, albo lepiej na kilka godzin i rozwiążmy nasze problemy. Chodźmy na skróty, bo nie ma czasu. Bo trudniej wysiedzieć i się skoncentrować.

Pozostawiając nano-learning w spokoju, całym tym wstępem nawiązuję do zjawiska braku koncentracji, czy też, inaczej to ujmując – nieumiejętności koncentracji na jednym zadaniu przez dłużej niż chwilę. Siedząc przed komputerem mam świat na wyciągnięcie ręki. To wyciągnięcie ręki trwa jednak zazwyczaj krótko, bo zaraz zmieniam to, co robię, oglądam i szukam czegoś nowego. Otwarta przeglądarka z: Facebookiem, wiadomościami, prywatną pocztą, wynikami meczów na żywo – jednocześnie, nie jest niczym dziwnym. Dodaj do tego wyskakujące powiadomienia poczty, komunikator, Twittera. Kociokwik? E tam, zwykły pulpit niejednego z nas. Ciągłe zmiany dostarczają bodźców, ale też pozwalają umilić (odroczyć…) trudne / nielubiane / duże zadania.

Wydaje mi się, że większość z nas czuje (przynajmniej czasami ;)), że świat nas przerasta. A jednocześnie, każdy chce być efektywny. Koncentracja bywa tu pomocna. Jednak sami wcale jej nie pomagamy – choćby takim pulpitem, jak ten opisany powyżej. Warto spojrzeć co się dzieje gdy ciągle przełączamy się pomiędzy zadaniami. Mózg podejmuje decyzję o tym czym się zająć – i jest to proces wymagający energii i czasu; następnie koncentruje się na tym, co robisz. Każda przerwa i zmiana aktywności, tak częsta w robieniu wielu rzeczy na raz, czyli multitaskingu, powoduje przerwanie działania i powrót do pierwszej fazy podejmowania decyzji o tym, czym się zająć. Szerzej o tym procesie w artykule 8 things everybody ought to know about concentrating.

Multitasking wpływa silnie na obniżenie efektów wykonywanej pracy. Tony Schwartz mówi o wydłużaniu czasu realizacji zadań o średnio ok. 25%, wtedy gdy jednocześnie coś sprawdzasz i robisz inne rzeczy, choć, co może być zaskakujące, badania wspokazują, że na poziomie zarządu, multitasking może być skorelowany z dobrymi wynikami finansowymi firmy. W praktyce, wielu z nas żyje w stanie ciągłej gotowości do sprawdzania i przeglądania napływających informacji („emergency stan mode”), który z koncentracją ma na bakier.

Dobrą wiadomością w tym wszystkim jest to, że koncentracji możesz się nauczyć (choćby grając w Lumosity, praktykując medytację, czy w pierwszej kolejności ograniczając to, co przeszkadza i wyskakuje, wydaje dźwięki, etc.). Zła wiadomość – z wiekiem coraz wolniej przełączamy się pomiędzy różnymi zadaniami i coraz mocniej tkwimy w starych nawykach (np. robienia kilku rzeczy na raz) – trudniej jest nam się zmienić (ludzie się nie zmieniają – ale to inny wątek ;-)).

Wspomniany powyżej artykuł wskazuje na jeszcze jedną istotną rzecz. Koncentracja nie jest pochodną inteligencji, genów, pojemności pamięci. Jest bezpośrednim następstwem zainteresowania jakimś tematem. Zainteresowanie pochodzi zaś z nastawienia. Jeśli robiąc coś, jesteś do tego pozytywnie nastawiona, zaintrygowana i pasjonuje Cię to – prawie na pewno nie będziesz miała problemów z koncentracją. I przy okazji będziesz mieć szansę na odczucie stanu przepływu (flow), o którym świetnie pisze Mihaly Csikszentmihalyi (nazwisko czytaj: chick-sent-me-high ;-)) w swojej książce Przepływ.

W tym momencie powinienem napisać pewno o kilku technikach podnoszenia efektywności, typu rozpoczęcie dnia od rzeczy najważniejszej, robieniu przerw co 90 minut, czy budowaniu nawyków przez 21 (lub 30) dni. Tyle że internet jest pełen takich porad i z łatwością je znajdziesz. Na przykład na blogu Steva Pavliny, który świetnie pisał o efektywności osobistej, zanim nie poszedł w bardziej zwariowaneabsurdalne tematy.

OK. Jedna, mała, niewinna rada. Z własnego doświadczenia wiem, że dobrym sposobem na koncentrację jest kombinacja trzech czynników: dużo pracy + mało czasu + odpowiedzialność za to co robisz, na Twoich barkach. Jeśli masz dużo do zrobienia, goni Cię termin i czujesz presję – jest spora szansa, że Facebook będzie przerwą w pracy, a nie na odwrót. ;-)